|
|
Modlitwa o Ricka Watkinsa
Od czerwca 2009 wielu z nas modliło się o Ricka Watkinsa, oto archiwalne wpisy.
We czterech, odwiedziliśmy Ricka w ostatni weekend maja, aby się o niego modlić.
Zrobiliśmy to w przekonaniu, że został zaatakowany chorobą w czasie pobytu w Polsce i z powodu tego, co Bóg przez niego w Polsce dokonał. Jesteśmy przekonani, że ta wizyta była potrzebna
i znacząca - polski Kościół jest nadal jego Kościołem i to Polacy
mają walczyć o jego zdrowie i życie.
W czasie wspólnej z Rickiem modlitwy odebraliśmy od Boga przekonanie, że przynosząc Ricka przed Boży tron ku zupełnemu uzdrowieniu, powinniśmy
uwielbiać Pana, szczególnie ogłaszając Jego świętość.
Jesteśmy przekonani, że Bóg ma jeszcze znaczące plany dla życia Ricka,
że jeszcze nie dobiegł jego czas, a zwycięstwo o które walczymy nie jest
tylko dla niego i jego rodziny, ale w celu wypełnienia się Bożego przeznaczenia
w jego życiu.
Poniżej znajdziesz przetłumaczone na język polski wpisy z dziennika prowadzonego
przez Ricka na stronie Caring Bridge
Wpis z 6 czerwca
W środę rano Rick nagle poczuł mdłości i zaczął wymiotować. Był to całkowicie odizolowany przypadek i nie czujemy, żeby działo się coś niedobrego po operacji, ani nic takiego, niemniej w czasie, kiedy wymiotował naciągnął jakiś mięsień, albo w jakiś sposób nadwyrężył kręgosłup i od tamtej pory ma dość poważny ból pleców. Początkowo ból był raczej ostry, teraz troszeczkę zelżał. Bierze jakieś dostępne bez recepty środki przeciwbólowe, boi się jednak wziąć zbyt wiele, w obawie, że mogą powrócić mdłości.
Bardzo prosimy o dalszą modlitwę za nas. Zaplanowaliśmy wyjazd na wakacje w tę niedzielę, razem z rodziną Ricka - jego bratem i siostrą i ich rodzinami a także rodzeństwem ciotecznym wraz z rodzinami. Kevin zabierze samochodem Allison i Darię (Joel pojechał dzień wcześniej z bratem ciotecznym), a Emily i Lisa zostaną w domu z Rickiem. Emily musi zająć się jeszcze kilkoma sprawami w związku ze zbliżającą się wyprawą do Chicago i jest zadowolona, że może pojechać trochę później. Mamy gorąca nadzieję, że uda nam się pojechać w poniedziałek. Rick bardzo się cieszył na ten wyjazd - okazję, żeby odpocząć i pobyć trochę z rodziną zanim zacznie się chemioterapia.
Czy moglibyście pomodlić się razem z nami o uzdrowienie pleców Ricka?
Wpis z 7 czerwca
Jesteśmy dzisiejszego poranka bardzo wdzięczni Bogu za to, że Rick czuje się wystarczająco dobrze, aby pojechać na wakacje. Nie będziemy go forsować, ale cieszymy się, że ma się lepiej. Dziękujemy za wasze modlitwy!
Wpis z 14 czerwca
Wróciliśmy dziś (w niedzielę) z plaży. Spędziliśmy bardzo fajny czas z bliższą i dalszą rodziną (było nas w sumie 35 osób). Plecy bolą trochę mniej, ale jeszcze daleko od normy. Wciąż potrzebuję pomocy przy wstawaniu z fotela albo łóżka.
Ten rozpoczynający się tydzień będzie bardzo zajęty. Jutro rano jedziemy do szpitala (Presbiterian Hospital), gdzie założą mi cewnik w górnej części lewej strony klatki piersiowej (zabieg odbędzie się na sali operacyjnej). Cewnik jest potrzebny do chemioterapii. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, we wtorek pojedziemy do kliniki onkologicznej na pierwszą chemię, a następnie będziemy tam wracać w środę i w czwartek, aby przyjmować pod kroplówką leki nawadniające organizm w celu łagodzenia mdłości.
Bardzo prosimy o modlitwę przez cały ten tydzień. Chemioterapia będzie dosyć silna i będę zażywał dużo leków przeciw mdłościom. Trochę się tego obawiam, szczególnie ze względu na ból pleców, bo wiem, że jeśli zacząłbym wymiotować, nie zrobi to dobrze moim plecom. Planuję założyć na kilka dni bezpośrednio po chemii specjalny gorset usztywniający plecy, dzięki czemu - mam nadzieję - uniknę dalszego uszkodzenia pleców w razie gdybym wymiotował. Rzecz jasna, prosimy o modlitwę o to, by chemioterapia zadziałała z mocą i zniszczyła wszystkie komórki rakowe!
Nie przestajemy pokładać ufności w obietnicach Bożego Słowa i u Niego szukamy uzdrowienia i ratunku.
Dziękuję wam wszystkim za modlitwy i słowa zachęty.
Rick
Wpis z 17 czerwca
To był bardzo zajęty tydzień. Wróciliśmy z plaży około szóstej popołudniu w niedzielę, a następnego dnia wstaliśmy bardzo wcześnie rano, żeby już o 6.15 wyjechać do szpitala w celu zalożenia cewnika. Wróciłem około trzynastej, cokolwiek obolały, niemniej ten niezbyt skomplikowany zabieg przebiegł bez problemów.
We wtorek miałem pierwszy wlew chemii. Podłączono założony wcześniej cewnik do kroplówki i przez jakąś godzinę dostawałem roztwór soli fizjologicznej, następnie jakiś silny lek przeciwko nudnościom, wreszcie kolejną godzinę podawano mi mój pierwszy lek (taxotere) i drugi (platinol) przez kolejną godzinę. Siedziałem w tym czasie w fotelu, rozmawiałem z Lisą, trochę czytałem. Do domu wróciłem z pompką przeznaczoną do podawania trzeciego leku, 5FU, który będę przyjmował przez cały czas. Pompka połączona jest ze specjalną torebką, którą stale noszę na biodrach. Raz na tydzień będę dostawał nową porcję leku.
Zacząłem dzień od połknięcia mojej złotej tabletki. Złotej, nie dlatego, żeby zawierała złoto, ale dlatego, że kosztuje tyle co złoto. Z tego co rozumiem, jest to najlepszy możliwy lek przeciw nudnościom, który kosztuje 100 dolarów za jedną tabletkę. Na szczęście biorę tylko jedną tabletkę dziennie, dwa kolejne dni bezpośrednio po chemioterapii (których będzie łączne cztery). Potem pojechaliśmy jeszcze rano na jakieś półtorej godziny podawania roztworu soli fizjologicznej przez kroplówkę (jest to ważne, aby uniknąć nudności). Chwalimy Pana, bo dziś w ogóle nie odczuwałem żadnych nudności.
Jutro jadę na kolejną porcję roztworu soli fizjologicznej przez kroplówkę.
Módlcie się z nami, aby te leki, które mają na celu zabicie wszystkich szybko dzielących się komórek w moim ciele, skierowane zostały przeciwko komórkom rakowym, nie szkodząc dobrym komórkom (hemoglobinie, płytkom krwi i białym krwinkom).
Dziękujmy Panu za Jego dobroć w tym tygodniu.
Jak dotychczas nie miałem nudności.
Kiedy obudziłem się we wtorek, zauważyłem ogromną poprawę jeśli chodzi o ból pleców. Jeszcze nie jest idealnie, ale bardzo podoba mi się ten postęp, który już się dokonał.
Ważyłem się i okazało się, że w ciągu ostatnich dziesięciu dni przybrałem na wadze jakieś 3-4 kilo.
Podczas gdy modlimy się o uzdrowienie, nie zapominajmy o tym jak cenne i pełne mocy jest nasze odkupienie.
Wiedząc, że nie rzeczami znikomymi, srebrem albo złotem zostaliście wykupieni ... lecz drogę krwią Chrystusa jako baranka niewinnego i nieskalanego. (1P 1,19)
Rick
Wpis z 23 czerwca:
Wróciliśmy dziś do lekarza na cotygodniowe badanie krwi, jak również w celu uzupełnienia zapasu leku, który w ramach chemioterapii pompowany jest przez cały czas do mojego organizmu. Wyniki badań były kiepskie (co nie jest zaskoczeniem, jako że chemioterapia atakuje krwinki), podjęto więc decyzję, abym na tydzień odłączył pompę z chemią. To powinno pozwolic mojemu organizmowi na odpoczynek i odbudowanie poziomu krwinek. Dzięki temu powinienem w tym nadchodzącym tygodniu poczuć się lepiej.
Chemioterapia była jak do tej pory bardzo wyczerpująca. Brakuje mi siły, cieszę się więc z powodu tego tygodnia bez pompy i chemii. Nie czułem się nawet na siłach pójść do kościoła w niedzielę.
Wrócę do kliniki za tydzień, i jeśli tylko poprawią się wyniki krwi, wrócę do chemioterapii. Dwa rodzaje leków podawane są co trzy tygodnie i najbliższy termin przypada za dwa tygodnie.
Przez dwa dni byłem także osłabiony z powodu biegunki, co jest typowym objawem. Dzisiaj jest już lepiej, ale jeszcze się trochę zmagam.
Jesteśmy bardzo wdzięczni, że udało nam przejść przez pierwszy tydzień bez poważnych mdłości.
Proszę, módlcie się dalej z nami:
- aby chemia zniszczyła raka
- aby badania krwi były dobre
- aby skutki uboczne były jak najmniej odczuwalne (mdłości, biegunka, wrzody jamy ustnej)
- o wiarę, która wszystko zwycięża
Wasze modlitwy i wsparcie w czasie tej próby są dla nas cenne.
Lisa i dzieciaki dobrze się mną opiekują (o ostatnio rzeczywiście potrzebowałem opieki)
Najlepszym sposobem, żeby wiedzieć na bieżąco kiedy pojawia się nowy wpis w moim dziennku, to zaznaczyć okienko na stronie dziennika. Otrzymacie maila za każdym razem, kiedy w dzienniku dokonana zostanie zmiana.
Z miłością,
Rick
Wpis z 1 lipca:
Wczoraj wróciliśmy do kliniki na badanie krwi i podłączyli mnie znowu do pompy, która na stałe "karmi mnie" jednym z leków chemioterapii. Poziom białych krwinek i płytek krwi bardzo się poprawił, ale czerwone krwinki i hemoglobina są jeszcze trochę niżej niż poprzednio.
Ogólnie rzecz biorąc, moje samopoczucie jest nadal dobre. Plecy są w o wiele lepszym stanie, co pozwala mi więcej się poruszać. Mam więcej siły niż w zeszłym tygodniu i udało mi się wrócić do pisania. Jak wielu z was się orientuje, pracuję nad drugą książką - serią rozważań na temat Bożego piękna. Od wielu tygodni nie czułem się na siłach, aby cokolwiek napisać i cieszę się, że mogłem teraz do tego powrócić.
Konkretne prośby modlitewne:
- Lek, który podawany mi jest przez pompę często powoduje biegunkę, prosimy więc, abyście modlili się z nami o uniknięcie tego skutku ubocznego.
- Módlcie się, aby wyniki krwi cały czas się poprawiały. Jeśli poziom hemoglobiny nie przestanie spadać, lekarze będą prawdopodnobnie chcieli dokonać transfuzji, aby nie trzeba było w związku z niskymi wynikami hemoglobiny przerywać leczenia.
- Jak zwykle, módlmy się o to, abyśmy zobaczyli jak palec Boży wypędza z mojego organizmu każdą komórkę rakową.
- Módlcie się z nami, aby wszystko, czego Pan pragnie dokonać w naszym życiu przez tę próbę zostało osiągnięte. Wiemy, że Bóg działa po to, by ukształtować w nas obraz Chrystusa i potrzeba wiele pracy, aby ta przemiana rzeczywiście miała miejsce w naszym życiu. Jesteśmy świadomi tego, że duża część tego dzieła jest niemożliwa do wykonania w dobrych i łatwych czasach. Są takie rzeczy, które muszą w nas się dokonać, które wymagają presji i bólu trudności i prób życiowych. Gdybym miał wybierać sam, prawie zawsze wybrałbym łatwą i wygodną ścieżkę. Bóg w swojej mądrości i miłości prowadzi nas dla naszego dobra po tych trudniejszych ścieżkach. Tak więc, choć w żadnym wypadku nie wierzymy, żeby ta choroba pochodziła od Pana, On na nią pozwolił i wykorzysta to, co nasz nieprzyjaciel zamierzył ku złemu - Bóg wykorzysta to dla dobra - w naszym własnym życiu i dla Jego Królestwa.
Ogromne dzięki za wasze wytrwałe modlitwy.
Z miłością,
Rick
Wpis z 9 lipca:
We wtorek miałem drugi duży wlew chemioteriapii. Badanie krwi wykazało, że poziom hemoglobiny znowu mi spadł (z 8,4 na 7,9) więc lekarz dodał do leczenia żelazo podawane przez kroplówkę dwa razy w tygodniu. To oznacza, że będziemy w klinice od 8:45 do 16:00 - praktycznie cały dzień. Tym razem zareagowałem na chemię w sposób wymagający interwencji. Około dziesięciu minut po podłączeniu do kroplówki z pierwszym lekiem, który przyjmuję, nagle zacząłem fizycznie odczuwać, jak lek rozchodzi mi się po organizmie (zwykle nic nie czuję). Powiedziałem do Lisy: "Coś się ze mną dzieje" i oddałem jej laptopa, na którym właśnie pracowałem (do tamtej chwili czułem się w miarę dobrze). W tym samym momencie poczułem jak moje ciało ogarnia gwałtowna fala gorąca, rozpoczynająca się w okolicach żołądka i przesuwająca się w kierunku czubka głowy. W ciągu zaledwie kilku sekund, z tego, co mówi Lisa, moja twarz zrobiła się czerwona jak burak (zupełnia tak jak na kreskówkach). Pielęgniarka szybko odłączyła kroplówkę i podała mi 50ml Benadrylu, który szybko zlikwidował niepokojące objawy, ale jednocześnie sprawił, że zrobiłem się natychmiast śpiący i otumaniony. Potem już przespałem większość czasu, który spędziliśmy w klinice. Tak poza tym nie stało się nic godnego odnotowania.
Dzisiaj jest już czwartek, dwa dni po chemii, a ja czuję się dosyć dobrze (o wiele lepiej niż dwa dni po mojej pierwszej chemii). Jak dotąd nie miałem mdłości. Wczoraj miałem trochę biegunki, ale mamy nadzieję, że to także jest pod kontrolą. Od wielu tygodni nie czułem się tak silny jak w czasie dzisiejszego porannego spaceru. Czułem jak Pan mówi do mnie: "Jesteś nowym człowiekiem", a ja szybko dodałem "w Chrystusie". Odczuwam znaczną poprawę jeśli chodzi o plecy w ciągu ostatnich dwóch dni. Możemy to przypisać modlitwom świętych, a w ostatnich trzech dniach szczególnie tym, którzy uczestniczyli w trzydniowym czasie modlitwy i postu o specjalne potrzeby w naszym kościele lokalnym (jedną z tych potrzeb jest również próba, przez którą właśnie przechodzimy). Mieliśmy specjalne spotkania modlitewne zarówno w niedzielę, jak i w środę i przy każdej z tych okazji moje ciało zostało "nasiąknięte" modlitwą. Mogłem naprawdę odczuć pozytywne skutki tej modlitwy. Proszę, nie ustawajcie w modlitwie razem z nami, wierząc, tak ja my, że pełna wiary, wytrwała modlitwa jest odpowiedzią na wszystkie nasze potrzeby.
Dzisiaj wracam do kliniki, gdzie przez półtorej godziny będę przyjmował przez kroplówkę roztwór soli fizjologicznej, co zapewni mi dobre nawodnienie organizmu (aby zapobiec mdłościom) a przez następną godzinę żelazo. Z lekarzem zobaczymy się następny raz za trzy tygodnie, przed trzecim wlewem chemii, kiedy to, jak już nam mówił, otrzymam mniejszą dawkę niż wcześniej. W tym czasie będzie też mógł nam przekazać jakieś konkrety dotyczące wyników badania krwi oznaczającego markery, które pokażą jak skuteczna była dotychczasowa chemioterapia.
Jak możecie się domyślić, otrzymaliśmy cały szereg sugestii czy podpowiedzi dotyczących alternatywnych możliwości leczenia/terapii. Poruszyliśmy w rozmowie z naszym lekarzem jedną z nich (niskie dawki leku o nazwie naltrexone). Znał on ten lek i zgodził się wypisać nam na niego receptę . Z tego co wiemy, wzmacnia on układ odpornościowy i był już wcześniej stosowany ze sporym powodzeniem w leczeniu wielu chorób, takich jak stwardnienie rozsiane, toczeń, choroba Crohn'a, fibromialgia i rak. Wygląda na to, że lek nie ma zbyt wielu skutków ubocznych, więc zarówno lekarz jak i my sami czuliśmy, że spróbowanie go nie będzie stanowić zbyt wielkiego ryzyka, a istnieje duże prawdopodobieństwo, że okaże się on pomocny.
Przez ostatnie dwa tygodnie większość czasu byłem w stanie pisać i wasze modlitwy w tej sprawie wiele dla mnie znaczą. Proszę nie ustawajcie w nich. Napisałem już na tę chwilę ponad połowę książki i mam nadzieję, że może mi się uda ją skończyć przed końcem sierpnia, o ile będę miał wystarczająco siły, aby pisać.
Tak jak zawsze, łaska Boża wystarcza. Miłość świętych jest dla nas niesamowitą zachętą i umocnieniem. Bardzo wam wszyskim dziękujemy.
Z miłością,
Rick
Wpis z 12 lipca:
Po kilku dniach raczej dobrego samopoczucia i po intensywnej chemioterapii we wtorek, dzisiaj Rick poczuł się gorzej.
Już od soboty Rick czuł się bardzo zmęczony. Także w sobotę miał biegunkę, w wyniku czego jego organizm się odwodnił, pomimo tego, że zażywał mnóstwo płynów. Dobre nawodnienie to kluczowa sprawa jeśli chodzi o kontrolę nudności, a więc, w rezultacie, dziś rano cierpiał na mdłości i nieco wymiotował. Daliśmy mu leki przeciw mdłościom, krakersy i napój imbirowy.
Dziękuję za zanoszenie go dzisiaj przed tron łaski.
Wpis z 13 lipca:
Zeszła noc była dla Ricka bardzo trudna. Pojechaliśmy rano do kliniki, aby przyjąć dodatkowe płyny i lekarstwo przeciw mdłościom. Przez jakiś czas odczuwał po tym ulgę, ale dziś popołudniu miał już kilka razy biegunkę, co bardzo go osłabiło, a to z kolei czyni go bardziej podatnym na mdłości.
Proszę módlcie się za Ricka, aby Pan dał mu ulgę, jeśli chodzi o skutki uboczne chemioterapii. Módlcie się, aby miał siłę, zarówno pod względem fizycznym, jaki i emocjonalnym. Módlcie się dla nas o mądrość, kiedy codziennie musimy podejmować decyzje jakiej szukać pomocy i jak postępować w świetle tych różnych symptomów, których Rick doświadcza.
Wpis z 19 lipca:
To był zdecydowanie najtrudniejszy tydzień jak do tej pory. Spiętrzone skutki dwóch chemii bardzo mocno uderzyły we mnie w zeszły weekend i w związku z tym spędzaliśmy w klinice codziennie po kilka godzin, od poniedziałku do piatku. Przyjmowałem przez kroplówkę płyny, potas, żelazo i cokolwiek jeszcze uznali za konieczne. Pod koniec tygodnia zacząłem odzyskiwać trochę siły i mogłem wrócić do bardziej normalnej diety, co też zrobiło mi dobrze. Wyniki badania krwi są dosyć dobre. To obecna w moim organizmie chemia była sama winna złemu samopoczuciu. To ciekawe, że najsilniejsze skutki uboczne chemioterapii pojawiają się dopiero 5-6 dni po podaniu leku. Mogliśmy tego doświadczyć w przypadku obu dotychczasowych wlewów. W poniedziałek jedziemy do kliniki na kilka badań krwi. Nie wiem jak często będę musiał tam wracać w tym tygodniu, ale nie spodziewam się, żeby miało to być aż tak często, jako że czuję się już o wiele lepiej. Ten tydzień powinien być czasem odzyskiwania sił i przygotowania do następnej dużej chemii, która zaplanowana jest na 28-ego lipca. Przez cały zeszły tydzień nie miałem pompki podającej na stałe lek, ale teraz czuję się lepiej i spodziewam się, że będą chcieli, abym korzystał z niej w tym tygodniu, jako że to w ten sposób otrzymuję trzeci lek wchodzący w skład mojej chemioterapii i chcieliby, żebym przyjmował go przez cały czas. Cenimy wasze modlitwy i wiadomości, które wysyłacie. Już zbliżamy się do końca tego 12-tygodniowego procesu leczenia. Bóg wiernie nam towarzyszy i prowadzi, a wasze modlitwy dodają nam sił.
Z miłością,
Rick
Wpis z 24 lipca:
To był zajęty tydzień, o wiele bardziej niż się spodziewaliśmy. W poniedziałek poszliśmy do lekarza na badanie krwi. Poziom hemoglobiny znowu mi spadł i lekarz zdecydował się podać mi w tym tygodniu 2 litry krwi. Gdyby nie udało im się podnieść poziomu hemoglobiny przynajmniej do 8-miu, nie byłaby możliwa kontynuacja chemioterapii. We wtorek byliśmy w klinice, żeby przyjąć przez kroplówkę żelazo w celu wzmocnienia krwi. Następnie w środę i czwartek spędziliśmy w szpitalu po jakieś 4-5 godzin, przyjmując po litrze krwi dziennie. W czwartek, po wizycie w szpitalu, musieliśmy pojechać do kliniki na jeszcze jedną kroplówkę z żelazem.
We wtorek dostałem też z powrotem pompkę podającą chemię, więc mam ją znów na sobie 24 godziny na dobę.
We wtorek i czwartek dostaliśmy - jak mi się wydaje - bardzo dobre wiadomości. We wtorek doktor powiedział mi, że skończyliśmy już podawanie cisplatinu, czyli tego "powtora", którego przyjmowałem w czasie pierwszych dwóch chemii. To on jest "czarnym charakterem", odpowiedzialnym za większość skutków ubocznych. Z tego widać, że następne dwie chemie nie będą już zawierać cisplatinu - a dla mnie oznacza to, że najbardziej uciążliwą część leczenia już mamy za sobą. W czwartek otrzymałem wyniki badania markerów nowotworowych we krwi. Nie miałem jeszcze okazji omówić ich z lekarzem, ale wyglądają naprawdę dobrze. Zanim zaczęliśmy leczenie, mój marker wynosił 9,8, a teraz nowe badanie dało wynik 3,1. To brzmi bardzo zachęcająco. Chemia definitywnie uderzyła w raka (a nie tylko w moje badania krwi!).
W zeszły poniedziałek modliło się o mnie kilka osób obdarowanych w dziedzinie uzdrowienia i a na następny poniedziałek jesteśmy umówieni na kolejną modlitwę z innym bratem, który też ma dar uzdrawiania. Z radością przyjmujemy każdą modlitwę - im więcej, tym lepiej.
Ogólnie rzecz biorąc, tak jak można się było spodziewać, transfuzje krwi dodały mi sił. W ciągu ostatnich dziewięciu dni roboczych każdego dnia byłem albo w szpitalu, albo w klinice (albo i tu i tu) bardzo więc cieszyłem się z jednego dnia wolnego. Lisa zabrała mnie na zakupy ubraniowe do tutejszego centrum handlowego.
Pracuję nadal nad książką - mam już około 60%.
Dziękuję za to, że stoicie razem z nami. Nasz Bóg jest potężny i ma moc nas uratować.
Z miłością,
Rick
Wpis z 2 sierpnia:
We wtorek miałem podawaną trzeci raz chemię. Natomiast już w czwartek zacząłem czuć zmęczenie, które wzrastało z dnia na dzień. Ponownie zmagam się biegunką i nudnościami (wymiotowałem kilka razy w nocy). Staram się nie przemęczać i dbać o to abym się nie odwodnił. Jak narazie, przyjmuję tylko płyny i biorę lek przeciw nudnościom, który pomaga mi utrzymać wszystko w żołądku. We wtorek zamierzam udać się do lekarza na badanie krwi oraz uzupełnić moją pompkę z chemią. Możliwe też że pójdziemy jutro na kroplówkę - zwłaszcza jeśli biegunka będzie się utrzymywać - aby nie dopuścić do odwodnienia. Byłbym wdzięczny za wasze modlitwy. Spodziewałem się, że może tym razem objawy będą odrobinę mniejsze bez brania "czarnego charakteru" (Cisplatinu) - i faktycznie są łagodniejsze ale wciąż pozostają dla mnie dużym wyzwaniem. W minionym tygodniu nie miałem zbyt wiele czasu na pisanie książki - mam nadzieję, że wrócę do tego za tydzień. Kilka następnych rozważań będzie się skupiać na pięknie Boga wyrażonym w stworzeniu.
Z miłością, Rick
Wpis z 3 sierpnia:
To był ciężki dzień. Wcześnie rano udaliśmy się do lekarza na kroplówkę (byłem całkiem odwodniony z powodu biegunki). Imodium po prostu nie pomagało. Wyniki badań krwi pokazały bardzo niski poziom białych krwinek i odstawili mi pompkę na tydzień (Alleluja).
To właśnie lek w pompce jest głowną przyczyną biegunki, więc miejmy nadzieję, że zobaczymy jakąś poprawę w najbliższych dniach. Chemia powoduje również wrażenie "poparzenia" stóp, przez co ciężko mi chodzić. Doktor dał mi też receptę na mocniejszy środek przeciw biegunce. Zmęczenie utrzymuje się. Jak tylko dotarliśmy do domu położyłem się na resztę popołudnia. Nawet jeśli śpię cały dzień, to ze względu na ciągłe zmęczenie, nie mam żadnych problemów ze snem w nocy. Jutro pójdę jeszcze raz do lekarza na kolejną kroplówkę i wtedy zobaczymy. Może się okazać, że będziemy chodzić tam codziennie, aż do czasu gdy minie zagrożenie odwodnienia.
Dziękuję za wasze modlitwy. Kończymy nasz siódmy tydzień chemii - pozostało już tylko pięć.
Dziękuję za wasze modlitwy,
Z miłością,
Rick
Wpis z 9 sierpnia:
Walczyliśmy z biegunką przez cały tydzień. W środę lekarz zdecydował spróbować czegoś trochę silniejszego, więc od czwartku Lisa zaczęła podawać mi lek antybiegunkowy poprzez zastrzyk trzy razy dziennie. To przyniosło zdecydowaną poprawę, chociaż nie usunęło problemu całkowicie. W zeszłym tygodniu, od poniedziałku do czwartku, dostawałem kroplówki. Wyniki mojej krwi poprawiają się. We wtorek idę na ponowne badanie krwi i wtedy zdecydują, czy będę miał pompę, czy nie. Mój kolejny duży (i ostatni) wlew chemii został zaplanowany na 18-go.
Pan był dla mnie dobry i zachęcał mnie różnymi słowami w tym tygodniu. Pewnie dnia, myślę, że to był czwartek, Pan przemówił do mnie wyraźnie: "Koniec tego wszystkiego nie rozczaruje cię." I oczywiście takie zachęcające słowa dodają siły aby wytrwać w tej próbie.
Wielkie dzięki za Wasze ciągłe modlitwy.
Mamy zwycięstwo w Nim.
Dużo miłości,
Rick
Wpis z 13 sierpnia:
Chciałbym, żebyście wszyscy wiedzieli, że to był dobry tydzień. Byłem u lekarzy we wtorek i zdecydowali dać mi jeszcze jeden tydzień bez pompki z chemią. Byłem w stanie powrócić do całkiem normalnego odżywiania się, a nawet zacząłem ponownie ćwiczenia fizyczne - na razie spacer po bieżni do fitness - ale jest to krok we właściwym kierunku. Intensywnie pracuję nad moją książką i powinienem mieć 75% zrobione do końca tego tygodnia. Dziękuję za Wasze modlitwy, pełną miłości troskę i słowa zachęty.
Jeśli chodzi o moją rodzinę, to Emily, Allison i Joel zaczynają uczęszczanie do publicznej szkoły od przyszłego tygodnia, a Kevin rozpocznie jesienią studia na Uniwersytecie Północnej Karoliny w Charlotte (budownictwo lądowe), natomiast Daria będzie uczyć się w domu.
Lisa i dzieci mają się dobrze!
Z miłością,
Rick
Wpis z 24 sierpnia:
Tak więc od ostatniej dużej chemii minęło już około tygodnia i moje ciało radzi sobie już o wiele lepiej. Lekarz zmiejszył dawkę pompki z chemią o 20% i to prawdopodobnie przyczyniło się do poprawy. Nie czuję się już tak wycieńczony jak wcześniej i udało nam się przeżyć tydzień prawie całkowicie wolny od biegunki. Niestety dzisiaj brzydkie "B" znów mnie zaatakowało, ale wierzę, że nie rozpęta się już taka bitwa jak to było ostatnio. Jutro idę na badanie krwi i uzupełnienie leku w pompce. Ósmego września będę miał spotkanie z lekarzem i dowiem się więcej na temat tego jak efektywne było dotychczasowe leczenie. Wtedy też omówimy najświeższe wyniki markerów nowotworowych we krwi.
Proszę bardzo o modlitwy, żeby tym razem biegunka szybko minęła i żebym przybrał trochę z powrotem na wadze. Straciłem jakieś trzynaście kilo i chciałbym jak najwięcej z tego odzyskać. Nie byłem w końcu nigdy aż tak wielkim facetem.
Bardzo jestem wdzięczny także za modlitwy w sprawie książki. Praca posuwa się do przodu. Mam już 26 z zaplanowanych 30 rozważań. Spodziewam się, że skończę pisać za jakieś 2 tygodnie i jeszcze raz przejrzę wszystko zanim książka pójdzie do redakcji. Sprawdzam w tej chwili mozliwości jeśli chodzi o publikację - albo wydam ją sam, albo są niewielkie szanse na to, że zajmie się tym wydawnictwo. Proszę dołączcie do nas w modlitwie.
Podsumowując, czuję się ostatnio dobrze i dalej chodzę codziennie na siłownię, żeby wzmocnić dotknięte atrofią mięśnie.
Z miłością,
Rick
Wpis z 8 września:
Wczoraj byliśmy znowu u lekarza i otrzymaliśmy wiele najróżniejszego typu wiadomości. Po pierwsze, to jeszcze nie koniec leczenia. Zakończyliśmy pierwszą rundę, ale najwyraźniej do końca jeszcze nam trochę zostało. Dzisiaj mieliśmy kolejny wlew chemii. Lekarz powiedział, że to już ostatni raz otrzymałem ten lek (Texatere). Chce on zastąpić go innym środkiem, który będę mógł przyjmować jedynie raz na 3-6 tygodni. Nadal będę nosić pompkę. W związku z tym, że jesienią będę trochę podróżował, prawdopodobnie zacznę przyjmować ten lek (5FU) w postaci pastylek.
Dziś dostaliśmy zarówno dobre wiadomości jak i takie, które przypomniały nam o powadze sytuacji. Po pierwsze dobre wieści. Wynik badania markerów jest bardzo zadowalający - 2,4. Ostatnie badanie 7 tygodni temu pokazało wynik 3,1 (a pierwszy wynik, kiedy zaczynaliśmy leczenie, wynosił 9,8). Obecny wynik mieści się w "normie" (to znaczy, że każdy mógłby mieć taki wynik, nawet jeśli nie jest chory na raka). To dobry objaw. Tak więc zarówno wynik badania markerów jak i to, że wracają mi ostatnimi czasy siły, stanowią powód do radości.
Jeśli chodzi o to, co przypomniało nam o powadze sytuacji, zapytałem doktora, czy miał już jakichś pacjentów, którzy wygrali z rakiem żołądka - zostali całkowicie wyleczeni. Jak dotąd, nie było ani jednego. Zaproponowaliśmy, że będziemy pierwsi. Przypomniało nam to po prostu o tym, że potrzebujemy nadprzyrodzonego uzdrowienia od Pana, jako że medycyna nie ma dla nas długotrwałego wyleczenia. Tak więc, nie ustawajmy w modlitwach.
Przez ostanie 7-10 dni byłem całkowicie wolny od biegunki i czułem się z tym świetnie. Dziś jednak przyjechałem do domu po chemii i biegunka wróciła. Prosimy więc o modlitwę, żebyśmy mogli wyjść z tego jak najszybciej. Po ostatnim wlewie chemii biegunka nie była już aż tak dokuczliwa i mam nadzieję, że tym razem będzie podobnie.
Dziś idziemy z Lisą na specjalne spotkanie, gdzie będą się za nas modlić bracia obdarzeni w dziedzinie modlitwy o uzdrowienie.
Już niedługo powinienem skończyć książkę, ale spodziewam się, że ukaże się drukiem najwcześniej na początku 2010. Ciągle nie mam pewności, czy będzie ona wydana tradycyjnie przez wydawnictwo, czy będę ją wydawał na własną rękę.
Jako że ostatnie 3-4 tygodni czuję się lepiej, zaczynam się już z powrotem angażować w życie kościoła. W piątek i sobotę wezmę udział we wspólnym wyjeździe razem z innymi starszymi, a w niedziele będę prowadził wieczorne spotkania modlitewne w kościele. Dobrze jest być znowu zaangażowanym.
Dziękuję, że nie ustajecie w modlitwie razem z nami.
Przesyłam wszystkim błogosławieństwa.
Rick
Wpis z 16 września:
Dwie siostry z naszego kościoła w Polsce posługiwały w kościele w innym mieście. Podczas kiedy tam były, pewna siostra z owego kościoła podeszła do nich i podzieliła się snem, który miała, a który odnosił się także do mnie. Oto co im przekazała.
Tydzień temu miałam sen. Widziałam wydrukowane różne tytuły. Wyglądało to trochę jak patrzenie na przeglądarkę internetową. Każdy tytuł mówił o Bożej łasce, Jego dobroci, nadziei i błogosławieństwie. Jeden z tytułów naprawdę mnie zainteresował, było w nim bowiem napisane: "Błogosławieństwa zawarte w Psalmie 119". Podczas kiedy czytałam wszystkie te tytuły i rozkoszowałam się Bożą obecnością, radością, miłością, otrzymałam takiego "maila". W temacie napisane było: "Rick Watkins został uzdrowiony".
W następną niedzielę nasz kościół z Gorzowa (Wspólnota "Górna Izba") miał kilka pełnych mocy spotkań i właśnie kiedy mieli zacząć modlić się o moje uzdrowienie, jak również o uzdrowienie dla jednego nastolatka z kościoła, który od wielu miesiecy czeka na przeszczep serca, nasz pastor, Bogdan, miał mocne odczucie, że nie będzie właściwe, jeśli będą modlić się o uzdrowienie, i że zamiast tego, należało zacząć dziękowac Bogu za uzdrowienia. To mocne wrażenie od Ducha Świętego zaskoczyło go, było bowiem niezgodne z jego osobistym przekonaniem teologicznym. Zarówno jednak on, jak i kościół zdecydowali się okazać posłuszeństwo prowadzeniu Ducha Świętego, i teraz stoją w wierze i dziękują Bogu za nasze uzdrowienia.
Staję w pokorze, uświadamiając sobie jak wielu drogich przyjaciół w Polsce, z których niektórzy są naszymi znajomymi, ale niektórych nawet nie znamy, codziennie wstawia się za nas. Ten sen i mocne wrażenie, że już jest czas, aby dziękować Bogu za moje uzdrowienie są dla nas ogromną zachętą i ufamy, że będzie to również zachętą dla was w waszej wytrwałej modlitwie z nami - zachętą, aby stawać w wierze i dziękować Mu za uzdrowienie, które mamy przez Jezusa Chrystusa i Jego pełne i doskonałe dzieło, które dokonało się na krzyżu.
Z miłością,
Rick
Wpis z 29 września:
Właśnie wróciłem z wizyty u naszego lekarza. W związku z tym, że czuję się tak dobrze i mam tak niskie markery nowotworowe we krwi, zgodził się on, aby wreszcie pozwolić mi całkowicie odstawić chemię. Tak więc po piętnastu tygodniach chemioterapii jestem znowu wolnym człowiekiem. W ciągu najbliższych siedmiu tygodni będę sporo podróżował, dobrze więc będzie mieć już chemię za sobą.
W czwartek wyjeżdżam na 3 dni do Seattle na spotkanie zarządu misji, w połowie października jedziemy z Lisą na wakacje w ramach obchodów naszej dwudziestej piątej rocznicy ślubu, a na początku listopada wyjeżdżam na dwa tygodnie do Europy (w tym pięć dni w Gorzowie w Polsce), odwiedzić niektóre zespoły misjonarzy w tamtym rejonie. Kiedy tylko wrócę będę miał badanie krwi w celu sprawdzenia poziomu markerów nowotworowych. Jeśli będą niskie, nie będę już przyjmował chemii, a jeśli się podniosą, dostanę jakieś proszki. Wierzymy, że Bóg da nam całkowite uzdrowienie.
W Seattle będę rozmawiać z naszym dyrektorem międzynarodowym na temat tego jakich mogę podjąć się obowiązków. Właściwie skończyłem juz pisać książkę - Lisa jeszcze redaguje tekst, a ja poprawię jeszcze kilka fragmentów, ale większość jest już zrobiona i jestem gotowy, żeby podjąć się nowych zadań w naszej misji.
Dziękuję za wasze modlitwy i wsparcie. Dobrze już mieć za sobą chemioterapię. Mam nadzieję, że uda mi się nieco przybrać z powrotem na wadze w ciągu najbliższego miesiąca albo dwóch. Ciągle ważę ponad dziesięc kilo poniżej mojej normalnej wagi.
Przesyłam najobfitsze Boże błogosławieństwo dla każdego z was.
Rick
Do wszystkich zaangażowanych w modlitwie Rick kieruje następujące słowa:
Chciałbym podziękować wszystkim osobom, które wspierają mnie w modlitwie. Zarówno ja, jak i moja rodzina doświadczyliśmy umocnienia dzięki modlitwom świętych. Wierzymy, że Bóg naprawdę dotknął mojego ciała. Czuję się dobrze, odzyskuję siły i przybywa mi trochę z powrotem na wadze. Od piątego do dziewiętnastego listopada będę podróżował po Europie, odwiedzając zespoły misjonarzy w Albanii, na Węgrzech i w Polsce. Od czternastego do osiemnastego listopada będę w Gorzowie.
Po powrocie z Europy będę miał badanie poziomu markerów nowotworowych we krwi. Jestem umówiony na wizytę u onkologa dwudziestego trzeciego listopada. Jeśli poziom markerów będzie nadal niski, nie będę musiał wracać do chemioteriapii. Gdyby jednak markery się podniosły, możliwe że będę musiał chemioterapię wznowić.
Napewno będziecie mogli zawsze przeczytać w internecie bieżące informacje o istotnych zmianach mojego stanu zdrowia.
Jeszcze raz serdecznie dziękuję za wasze pełne wiary i miłości modlitwy za mnie.
Rick
Wpis z 9 listopada
Obecnie podróżuję po Europie, gdzie odwiedzam nasze zespoły misyjne. Jestem w tej chwili w Tiranie w Albanii, jutro jadę do Budapesztu, a w sobotę do Polski. Chciałbym prosić was o modlitwę za moje plecy. Wczoraj zacząłem odczuwać ból w górnej części pleców, do tego stopnia, że zeszłej nocy było mi bardzo trudno spać. Dziś rano poszedłem do lekarki tu na miejscu, nie był ona jednak w stanie jednoznacznie określić co mi dolega. Po zbadaniu mnie stwierdziła, że to chyba nie ból mieśniowy. Powiedziała, że może to być początek półpaśca, jako że zdarza się, że w miejscu zainfekowanym przez wirusa półpaśca na kilka dni przed pojawieniem się wysypki odczuwa się ból. Biorę co cztery godziny dwa tylenole na uśmierzenie bólu. Przede mną jeszcze duża część podróży i potrzebuję się czuć trochę lepiej, żeby skutecznie posługiwać wszystkim osobom, z którymi mam się spotkać. Proszę o modlitwę o moje uzdrowienie.
Zdarzało mi się wcześniej czuć nieco bólu w górnej części kręgosłupa, nigdy jednak aż do takiego stopnia, nie mam więc pojęcia co się dzieje z moimi plecami.
W październiku byłem w stanie odbyć podróż do Seattle a także wyjechać razem z Lisą z okazji naszej 25 rocznicy ślubu i nie miałem w czasie tych podróży żadnych problemów, za co jestem bardzo wdzięczny.
Dziękuję za waszą miłość i modlitwy.
Rick
Wpis z 13 listopada
We wtorek i środę poważnie zastanawiałem się nad możliwością odwołania ostatniego etapu mojej podróży do Polski. Brałem co cztery godziny dwa tylenole na uśmierzenie bólu, jak również terapeutyczne gorące kąpiele, także co cztery godziny. Bardzo trudno mi było spać w nocy. Bóg jednak usłyszał wasze modlitwy. Ostatnie dwie noce spałem dobrze i ból pleców powoli ustępuje. Ciągle biorę dwa tylenole co cztery godziny, ale kąpiele lecznicze, które były niezbędne kilka dni temu, teraz są tylko dodatkową opcją (wczoraj raz skorzystałem z takiej kąpieli). Tak więc wyjeżdżam do Polski jutro rano. Lot trwa dziewięćdziesiąt minut, a potem czeka mnie jeszcze cztery godziny podróży samochodem. Proszę módlcie się za mnie o łaskę i siłę, aby odbyć tę podróż. Mam odczucie, że nieprzyjacielowi w szczególny sposób zależało na tym, żeby uniemożliwić mi przyjazd do Polski, i mam wysokie oczekiwania co do błogosławieństwa, które mnie tam czeka. Spotkam się w tym czasie z naszym zespołem misyjnym, z kościołem, w którym byliśmy, z polskimi pastorami, z którymi łączy mnie przyjaźń (tymi samymi, którzy odwiedzili mnie tu w Charlotte), jak również z innymi ważnymi przyjaciółmi.
Jeszcze raz dziękuję za wasze modlitwy.
Rick
Od Lizy:
Dopiero co rozmawiałam z Rickiem i poprosił mnie, aby uzupełnić informację. Chociaż poczuł się trochę lepiej, to ma teraz jakiś ból w innym miejscu, w dolnej części pleców. Zatem prosi o dalszą modlitwę, szczególnie dlatego, że planuje podróż do Polski jutro. Proszę, módlcie się także, aby dobrze wypoczął w nocy - przez ostatnich kilka nocy spał bardzo niewiele z powodu bólu. Dziękujemy bardzo za Waszą miłość i wsparcie. Potrzebujemy Was wszystkich!
Wpis z 21 listopada - relacja z podróży do Europy
Ogólnie rzecz ujmując, podróż do Europy była dla mnie wielką radością, równocześnie jednak stanowiła ciężką próbę. Bardzo się cieszyłem, że mogę znowu spotkać naszych współpracowników z zespołów misyjnych, a także wielu kochanych braci i sióstr w Polsce. Z drugiej strony, już trzeciej nocy zaczęły boleć mnie plecy i nie przestały boleć aż do końca pobytu. W pewnym więc sensie, podróż była ciężką próbą, bo towarzyszył jej znaczny ból fizyczny. Dziwne jest to, że ból przenosił się w tym czasie z jednej partii pleców na drugą. Miałem okazję odwiedzić lekarza w Albanii i w Polsce. W Polsce zrobiono mi rentgena, ale nie wykazał on żadnych oczywistych przyczyn mojego bólu.
Szczególnie niepokoiła mnie perspektywa powrotu do Ameryki w czwartek, jako że do Budapesztu miałem dotrzeć dopiero o dwudziestej trzeciej w środę (po podróży samochodem, a potem przelocie samolotem z Polski), a na lotnisko musiałem wyjść już około dziesiątej rano następnego ranka. Czekało mnie dziesięć i pół godziny lotu do Nowego Jorku, dwie i pół godziny oczekiwania na lotnisku jeszcze dwie i pół godziny lotu do Charlotte. Wszyscy jednak robili, co tylko możliwe, abym otrzymał właściwą pomoc medyczną, wsparcie modlitewne i żeby mój pobyt był jak najbardziej komfortowy.
Kiedy przyjechałem do Polski tydzień temu w sobotę, zostałem zabrany do specjalisty od leczenia bólu, który przepisał mi mocniejsze środki przeciwbólowe i zrobił mi dwa zastrzyki. Pozwoliły mi one uczestniczyć w "uczcie miłości", którą kościół przygotował dla mnie tego wieczoru (ból był tak intensywny, że nie jestem pewien, czy byłbym w stanie uczestniczyć w agapie bez tych zastrzyków przeciwbólowych). Zastrzyki były tak skuteczne, że nie odczuwałem żadnego bólu przez jakieś cztery do sześciu godzin (jedyny moment bez bólu w od tygodnia czasu). Na spotkaniu podzieliłem się trochę tym, co się teraz dzieje w naszej rodzinie, a następnie w dość dużych szczegółach opowiedziałem o tym, co przechodziliśmy przez ostatnie 5 miesięcy. Wreszcie podzieliłem się trochę tym, czego nauczyliśmy się przez cierpienie i ból. Był to bardzo intymny czas z naszą polską rodziną. Wiele osób płakało słysząc to, co mówię. Bóg dotykał tamtego wieczoru wiele serc. Jedno małżeństwo nie było w kościele już od czterech lat. Oni też zmagali się z rakiem i kiedy usłyszeli, że będę się dzielił na tym spotkaniu, stwierdzili, że muszą przyjść. Byli głęboko poruszeni i wygląda na to, że są zdecydowani, aby wrócić do wspólnoty. Mówiłem wtedy o tym, jak Bóg może wykorzystać ból i cierpienie, aby czynić dobre rzeczy w naszym życiu - aby nas skruszyć i usunąć to, co jest w naszym życiu przeszkodą. Proces kruszenia uwalnia też świeżą wonność Chrystusa w naszym życiu. Wierzę, że istnieją rodzaje wonności w Chrystusie, które mogą zostać uwolnione wyłącznie przez ból i cierpienie (Jezus sam został wydoskonalony przez to, co wycierpiał). Z drugiej strony, ból i cierpienie mają moc, aby zatwardzieć nasze serca. Wszystko zależy od tego jaką postawę przyjmiemy. Czy zachowamy dziecięcą wiarę w Chrystusa, czy pozwolimy, aby do naszych serc zakradło się zwątpienie i niewiara? Czy poddamy się z pokorą tej ciężkiej próbie, czy zbuntujemy się i pozwolimy, aby nasze serca napełniły się goryczą? Po spotkaniu, małżeństwo to podeszło do mnie i powiedzieli mi, że teraz widzą jasno, jak ostatnie cztery lata bólu zatwardziało ich serca, zamiast uczynić je bardziej wrażliwymi. Widzieli w jaki sposób podobne przeżycia zmieniły moje serce i pragnęli doświadczać tego samego w swoim życiu.
Następnego dnia był chrzest dziesięciu nastolatków i dwójki osób dorosłych. Nasz pastor nie czuł się za dobrze, poprosił więc, abym podzielił się czymś w czasie uroczystości. Oparłem słowo na jednym z rozważań z mojej nowej książki, które dotykało tematu Bożego miłosierdzia. Bóg znowu głęboko dotknął wielu serc i sporo osób płakało w czasie kazania. W poniedziałek moi polscy przyjaciele - pastorzy, przyjechali spędzić ze mną dzień. Był to dla nas wspaniały czas dzielenia się wszystkim co się u nas dzieje, wspólnej modlitwy i wzajemnego budowania. We wtorek, spędziłem większość dnia z naszym (amerykańsko-polskim) zespołem misyjnym w Gorzowie. Jeden drogi przyjaciel z Lubania jechał 4-5 godzin, aby móc spędzić ze mną trochę czasu. Nie widziałem się z tym bratem około dziesięciu lat i naprawdę doceniam wysiłek jaki włożył w to, aby przyjechać do mnie z wizytą.
W środę przyjechał w odwiedziny mój dobry przyjaciel Mateo. W zeszłych latach organizowaliśmy razem ogólnokrajowe konferencje młodzieży w Polsce. Po tym spotkaniu spędziłem resztę popołudnia z miejscowym zespołem i z personelem wydawnictwa. Jedna z sióstr z kościoła zrobiła mi dwa zastrzyki bardzo mocnych środków przeciwbólowych i wkrótce potem Corey zawiózł mnie do Berlina, skąd poleciałem do Budapesztu i dotarłem do hotelu około jedenastej wieczorem.
Następnego dnia o dziesiątej rano, jedna z osób z naszego zespołu miała przyjść do mnie z pielęgniarką, żeby zrobiła mi dwa następne zastrzyki przed moim długim lotem do Ameryki. Nie miałem pojęcia o tym, jakie miało mnie wkrótce spotkać błogosławieństwo. Poniżej możecie przeczytać trochę o tym, co się zdarzyło.
Bardzo dziękuję wszystkim, którzy modlili się za mnie. Naprawdę potrzebuję waszych modlitw. Podróż była trudna ze względu na ból, a jednak, pomimo trudności, Bóg działał we mnie i przeze mnie, za co oddajemy Mu chwałę. Naprawdę nie potrafię wyrazić mojej radości z tego, że mogłem znowu być w Polsce z moimi drogimi przyjaciółmi w tym kraju. Pozostaje on dla nas domem i jesteśmy wciąż głęboko związani pod względem emocjonalnym i duchowym z ludźmi, z tego kraju.
Czwartek rano - całkiem niespodziewane spotkanie ze Sługą Pana
Chris, nasz misjonarz odpowiedzialny za opiekę nad członkami zespołu, przyjechał do hotelu o godzinie dziesiątej rano, razem z Cansolettą, pielęgniarką pracującą na ochotnika w międzynarodowej szkole dla dzieci misjonarzy w Budapeszcie. Przyjechała po to, żeby zrobić mi dwa zastrzyki, okazało się jednak, że miała do dania o wiele więcej. Powiedzieli mi, że chcieliby się chwilę pomodlić zanim dostanę zastrzyki. Consaletta podniosła prawą ręki do nieba i zaczęła wypowiadać na głos te same rzeczy, które wy słyszeliście i widzieliście na temat mojej sytuacji (później dowiedziałem się, że jest ona bardzo ceniona w szkole i w tutejszym kościele międzynarodowym jako osoba obdarzona w dziedzinie proroctwa i uzdrowienia). Zaczęła od tego, że strach zaczyna zakradać się do mojego serca i że muszę strzec mojego serca - że moja wiara zaczyna słabnąć i że potrzebuję powrócić do niezłomnej wiary, wiary, która chwyta się Boga i nie puszcza Go, dopóki Jego obietnice nie doczekają się całkowitego wypełnienia. Powiedziała, że teraz jest czas zwycięstwa i świętowania zwycięstwa z Panem. Consaletta pochodzi z Kenii i od lat żyje całkowicie z wiary. Mówiła z prawdziwym autorytetem. Następnie mówiła, że moja choroba (rak) nie była chorobą naturalną. Zaczęła się ona od kobiety, kobiety, której udało się dotknąć mojego ciała za pomocą czarów i klątw. Stanęła ona w potężnej modlitwie przeciwko tej klątwie i przeciwko tej kobiecie (to był pierwszy raz, kiedy spotkałem tę Consalettę i Bóg po raz kolejny potwierdzał korzeń mojej choroby). Mieliśmy już wiele niezależnych potwierdzeń na ten temat. Powiedziała też, że wyzdrowieję i że będę nadal służył Bogu. (Czasami Bóg pokazuje jej, że ci, za których się modli umrą. Opowiedziała jak całkiem niedawno modliła się za pracownika Ruchu Nowego Życia i zobaczyła otwarty grób, nad którym pojawiła się trumna. Wiedziała ona wtedy, że on umrze i rzeczywiście wkrótce tak się stało. Mi przekazała dobrą wiadomość, że nie widzi żadnej trumny w moim życiu w niedalekiej przyszłości). Nieustannie zachęcała mnie i podawała mi fragmenty Biblii, które mam czytać i rozważać. Było to całkiem niespodziewane spotkanie, zaaranżowane przez Boga i było ono dla mnie wielką zachętą przed moją długą podróżą do domu.
Powiedziała też, że będzie to przełomowy dzień w moim życiu. Wyjechałem na lotnisko bardzo umocniony, spodziewając się wielkich rzeczy od Pana. Dotarłem do Nowego Jorku bez większego bólu (zastrzyki całkiem nieźle się spisały). Przez kontrolę paszportową, cło, odbiór i nadanie dalej bagażu pracownicy lotniska przewieźli mnie na wózku inwalidzkim. Wziąłem jeszcze trochę środków przeciwbólowych około godziny osiemnastej i, o dziwo, moja podróż z Nowego Jorku do Charlotte odbyła się już całkiem bezboleśnie. Czułem się naprawdę nieźle, kiedy dotarłem wreszcie do Charlotte. Następnego dnia odkryłem, że czwartek był naprawdę przełomowym dniem w życiu naszego kochanego brata z Polski, siedemnastolatka, który czekał około piętnastu miesięcy na przeszczep serca. Było prawdziwym cudem, że przeżył tak długi okres oczekiwania. Jednak nasz kościół modlił się przez wiele miesięcy zarówno za mnie, jak i za Pawła, przez co czułem się z nim szczególnie związany. Ja sam często modliłem się za Pawła i jego rodzinę w czasie tej próby, którą przechodzili. I właśnie w czwartek, w czasie kiedy ja wracałem do domu, Paweł podczas dwunastogodzinnej operacji otrzymał nowe serce. Operacja się udała i rokowania są dobre. Wierzymy też, że w czwartek Bóg dokonał czegoś ważnego w moim ciele.
Wczoraj spotkałem się z moim onkologiem. Pobrali mi krew, żeby zrobić kilka badań, w tym badanie poziomu markerów nowotworowych. Rozmawialiśmy też na temat moich problemów z plecami. Zapisał mnie na prześwietlenie kości we wtorek, a w czwartek spotkamy się, aby omówić wyniki badań krwi i prześwietlenia.
Jeszcze raz dziękuję za waszą miłość i modlitwy. Jest to nasza wspólna podróż. Podróż, w której Pan idzie razem z nami i przed nami. Za to jesteśmy tak bardzo wdzięczni.
Rick
Wpis Lisy z 26 listopada
Tak jak Rick wspomniał w swoim ostatnim wpisie, we wtorek został on prześwietlony w celu stwierdzenia, czy ból pleców nie ma podłoża nowotworowego. Zrobiono mu tomografię głównych organów w jamie brzusznej i prześwietlenie kości. Był to trudny, długi dzień. Ból ciągle się wzmagał. Spotkaliśmy się z lekarzem jeszcze tego samego dnia popołudniu, żeby omówić wyniki.
Lekarz był zachęcony tym, co zobaczył na wynikach tomografii, jako że główne organy - wątroba itd. - wyglądały na wolne od komórek rakowych. Prześwietlenie kości wykazało jednak zmiany nowotworowe w wielu partiach szkieletu. To właśnie jest źródłem bólu pleców Ricka i onkolog skierował Ricka na leczenie radiologiczne, aby zaradzić bólowi.
Rick był na pierwszym naświetlaniu w środę i tego dnia bardzo cierpiał z powodu bólu. Sama podróż była bardzo trudna, podobnie jak konieczność wchodzenia i schodzenia z łóżka w czasie zabiegu radiologicznego. Kiedy doktor zobaczył, że ból jest aż tak intensywny, zasugerował, żeby Rick został w szpitalu, aby można było podawać mu środku przeciwbólowe przez kroplówkę, co jest efektywniejsze niż podawanie środków doustnych. Dodatkowo, było to korzystne dlatego, że nie musiałby odbywać kolejnej podróży samochodem ze szpitala i z powrotem na następne naświetlania, zaplanowane na czwartek i piątek. Tak więc w środę wieczorem Rick został przyjęty do szpitala.
Teraz odpoczywa i jest zadowolony, że może doświadczyć trochę ulgi po długim okresie mocnego bólu. Spodziewamy się, że po piątkowych naświetlaniach wróci już do domu.
Choć nie są to łatwe do przyjęcia wiadomości, jak to powiedział Rick, od początku potrzebowaliśmy cudu - i nic się tu nie zmieniło! Nie przestajemy więc wołać do nieba, oczekując Bożego poruszenia i pokonania nieprzyjaciela.
W zeszły czwartek, kiedy Rick był na lotnisku w Budapeszcie, po tym jak spotkał tam tę kobietę, która się za niego modliła, przekazał mi on mailem niektóre rzeczy, o których mówiła. Kiedy przeczytałam, że po raz kolejny potwierdziła ona źródło tej choroby, otrzymałam świeże objawienie tego, że ta sama moc, która niszczyła jego ciało, działała też w moich myślach - po to by wprowadzić mnie w zamieszanie i osłabić moje modlitwy. Od początku, kiedy to się wszystko zaczęło, czułam cały czas ogromne zamieszanie, pomimo tego, że modliłam się i szukałam Pana. Czułam, że moje modlitwy nie są skuteczne. Kiedy pomodliłam się o złamanie tego stanu, poczułam istotną zmianę - ulgę - tak jakby podniosła się mgła. Czuję się zachęcona. Wiem, że Bóg wciąż ma wszelką moc, bez względu na to, co mówią wyniki. Trzymamy się mocno Pana - On jest naszą nadzieją. On jest tarczą dla wszystkich, którzy Mu ufają. Nie przestajemy wierzyć Jego obietnicom.
Nie dawajmy za wygraną. Co to za wiara, która wierzy tylko wtedy, kiedy wszystko wydaje się możliwe?
Wpis Ricka z 7 grudnia
Pozwólcie, że opiszę co się działo odkąd wyszedłem ze szpitala dzień po święcie Dziękczynienia. Tego samego dnia Lisa pojechała kupić mi odchylany fotel, który okazał się bardzo pomocny. Sporą część dnia spędzam w tym fotelu z ciepłym okładem na plecach. Miałem już dziewięć zabiegów naświetlania, kolejne czekają mnie każdego dnia do końca tego tygodnia pracy i przez cały następny tydzień (od poniedziałku do piątku). Zmniejszyło to bardzo poważnie ból w odcinku szyjnym, za co jestem niezwykle wdzięczny. Niestety, nie można tego samego powiedzieć o moich plecach. Szczerze mówiąc, nie zauważyłem żadnej pozytywnej zmiany w tej dziedzinie. Co gorsze, od zeszłego czwartku ból pleców zaczął się pogłębiać. W piątek umówiłem się na wizytę z doktorem i spytałem go, czy moglibyśmy zmienić rejon naświetleń, w związku z tym, że to co robiliśmy dotychczas nie dawało efektów. Zgodził się i po zrobieniu nowego prześwietlenia kręgosłupa lekarz ma wrażenie, że zlokalizował źródło bólu. Dzisiaj pierwszy raz naświetlaliśmy nowy obszar.
Doktor chciał też przepisać mi nowe środki przeciwbólowe - tym razem zmniejszające napięcie mięśni. Tak więc w obecnej chwili biorę jeden proszek trzy raz dziennie, w ramach ogólnego uśmierzenia bólu, lek zmieniejszający napięcie mięśni trzy razy dziennie i silny (narkotyczny) lek przeciwbólowy jeśli zachodzi potrzeba (zwykle biorę trzy dziennie, żeby ich działanie objęło cały czas kiedy nie śpię). Lek zmniejszający napięcie mięśni zdecydowanie nieco mnie otumania i usypia. Większość czasu, kiedy siedzę na moim fotelu, nie odczuwam prawie bólu. Najbardziej boli każdego dnia tuż po wstaniu z łóżka i wtedy, kiedy wstaję ze stołu zabiegowego u lekarza. Ból zwiększa się też wówczas, kiedy wychodzę na spacer (co staram się robić dwa - trzy razy dziennie).
Prowadzę teraz raczej siedzący tryb życia. Nie jestem w stanie zbyt wiele robić. Próbuję głównie przetrwać jakoś te trudne dni do czasu, kiedy uda się skuteczniej złagodzić ból. Rzadko kiedy chodzę, chyba że Lisa albo któreś z dzieci trzyma mnie za rękę, żeby pomóc mi utrzymać równowagę (jest to głównie skutek przyjmowania leków zmniejszające napięcie mięśni). Ostatnio czułem się też dość słaby (i kruchy). Ból odbija się zarówno na siłach fizycznych jak i emocjonalnych.
Mamy wciąż specjalne sesje modlitwy o uzdrowienie z naszymi przyjaciółmi i nie przestajemy wypatrywać uzdrowienia i odnowy od Pana.
Dziękuję, że stajecie z nami w modlitwie, za waszą miłość i troskę.
Z miłością,
Rick
Wpis Ricka z 20 grudnia
Przez dwa ostatnie tygodnie dalej chodziliśmy od poniedziałku do piątku na naświetlanie. Złagodziło to nieco ból w plecach. W tym samym czasie jednak, dziesięć ostatnich zabiegów, które musiały objąć także żołądek, żeby dotrzeć do pożądanego celu naświetlania, spowodowało mocne mdłości i wymioty. Ostatni tydzień był więc przez to bardzo trudny. W nadchodzącym tygoniu spodziewamy się, że mdłości będą łagodniejsze, ponieważ naświetlanie nie będzie w tak dużym stopniu dotykać żołądka. Czekamy na tę chwilę ulgi z dużym utęsknieniem. Bardzo trudno mi było utrzymać ostatnio jedzenie w żołądku, co spowodowało duże osłabienie.
Z powodu mdłości, straciłem w ostatnim tygodniu sporo na wadze. Trudno mi też spać w nocy. Jestem w związku z tym o wiele bardziej zmęczony w ciągu dnia. W ostatnim tygodniu mieliśmy dwa bardzo dobre spotkania, kiedy przyjaciele modlili się za nas i za każdym było to dla nas ogromną zachęta. Nie jestem w tej chwili na siłach, aby zbyt wiele robić. Jesteśmy bardzo wdzięczni za waszą miłość, troskę i modlitwy.
Z miłością,
Rick
Wpis o Ricku z 31 grudnia
Minęła już chwila od naszego ostatniego wpisu, ale ostatnio tak wiele się działo. Rick dalej jeździ na naświetlania w celu uśmierzenia bólu. Wydaje się jednak, że kiedy na jakimś obszarze następuje poprawa, ból pojawia się gdzie indziej i wtedy musimy zajmować się tym nowym ogniskiem.
Zgodnie z naszymi oczekiwaniami, po zakończeniu naświetleń w okolicy żołądka, mdłości przestały być juz tak dokuczliwe. Rick śpi też lepiej.
Codziennie jednak ubywa mu sił i nie jest już w stanie chodzić bez pomocy drugiej osoby. Nasza sypialnia jest na drugim piętrze i codzienne pokonywanie schodów było ciężką przeprawą. Wynajęliśmy więc łóżko ze szpitala, które postawiliśmy na parterze. Wczoraj pierwszy raz w nim spał, i wygląda na to, że dobrze odpoczął.
Dziękujemy jeszcze raz ze to, że przez cały ten czas towarzyszą nam wasze modlitwy, miłość i wsparcie. Bóg jest wierny. Bóg jest dobry.
Wpis o Ricku z 5 stycznia
Jak wielu z was wie, choć nie do wszystkich dotarła ta informacja, Rick spędził ostatnich kilka dnia w szpitalu. W jego pogarszającym się stanie, ciągłe podróżowanie na naświetlania było już zbyt obciążające, pomysleliśmy więc że korzystniej będzie jeśli zostanie on przyjęty do szpitala, żeby uniknąć dojeżdżania do miasta. Jest ciągle słaby i musi otrzymywać transfuzje krwi i płytek. Prawdopodobnie wróci do domu jutro, po zakończeniu leczenia radiologicznego.
Jesteśmy w momencie krytycznym i potrzebujemy waszego stałego wsparcia modlitewnego. Wiele osób w Polsce przeznacza dzień 8 stycznia na modlitwę i post w tej intencji. Zapraszamy, żeby jak najwięcej osób dołączyło się do wstawiennictwa o to, by wola Boża wypełniła się na ziemi, tak jak jest i w niebie.
Ufamy Panu, bo jest dobry a Jego miłość trwa na wieki.
Wpis o Ricku z 9 stycznia
Dziękujemy Panu za wszystkich, którzy nas wspierają i stają za nami w modlitwie. W środę popołudniu Rick wrócił ze szpitala i wypoczywa teraz wygodnie w domu. Jesteśmy niesamowicie poruszeni miłością i wsparciem, jakiego doświadczamy ze strony ciała Chrystusa, zarówno z bliska i z dalekich stron.
Wpis o Ricku z 21 stycznia
Zdaję sobie sprawę, że ci z was, którzy nie mają z nami na bieżąco kontaktu, zastanawiają się jak obecnie miewa się Rick.
Jest w domu i na ogół odpoczywa. Ból nie jest szczególnie dokuczliwy, ale zaczął brać większe dawki leku przeciwbólowego. Bardzo dużo śpi - całą noc i większość dnia.
Weszliśmy w kontakt z hospicjum, które będzie nam pomagać radzić sobie z bólem i innymi problemami, które mogą się pojawiać w tym czasie.
Wielu z was zobowiązało się do modlitwy za Ricka, pomimo tego, że okoliczności nie są zachęcające. Bardzo wam dziękujemy. Ufamy i znajdujemy wytchnienie w Bożej opiece nad nami. On od początku wie co się będzie działo. On jest skałą, której się mocno trzymamy.
Wpis od rodziny Ricka z 25 stycznia
Do z wielu z was dotarła już ta informacja, ale wiemy, że prawdopodobnie jeszcze nie do wszystkich.
Rick odszedł do Domu, aby być z Panem, dziś rano około godziny 10.45 (16:45 naszego czasu, przyp. tłum.). Odszedł spokojnie, za co jesteśmy wdzięczni.
Była to długa bitwa i trudna droga. Bóg był blisko nas i pozostał wierny. Wy wszyscy byliście tak wierni w modlitwie, wierze i wołaniu do nieba w naszej sprawie. Jesteśmy wdzieczni z głębi serca za wszystko, co dla nas zrobiliście - w modlitwie i w formie praktycznego wsparcia - w ciągu ostatnich miesięcy. Jest to pełen poświęcenia dar miłości, za który Bóg wam wynagrodzi.
Nie potrafimy teraz wszystkiego zrozumieć, ale ufamy niezmiennej i trwałej miłości Boga, który wszystko podtrzymuje w istnieniu. Nie przestaniemy mówić, że On jest dobry.
Będziemy bardzo wdzieczni za waszą modlitwę także w nadchodzących dniach, kiedy będziemy stawiać czoło temu co się wydarzyło. Wy także jesteście w naszych modlitwach, bo wiemy, że nie jesteśmy osamotnieniu w naszym bólu i stracie. Błogosławimy wam wszystkim.
|
|